11 / 06 / 19

URLOP NA KORFU (10 RZECZY, KTÓRE WARTO WIEDZIEĆ):

Udostępnij

1. Obowiązująca waluta: Euro.

2.Wymagany dokument: Paszport albo dowód osobisty.

3. Czas lotu z Polski: 2-3h (na Korfu jest +1h czas w przód dla polaków).

4. Krajobraz: W przeciwieństwie do Krety Korfu jest bardziej zielone. Na każdym kroku można spotkać klify. Z powodu żwirowego dna zalecana jest kąpiel w specjalnych butach do wody.  Woda w morzu jest bardzo słona i szczypie w oczy, dlatego warto mieć maskę do pływania.

5. Pogoda: W środku sezonu jest tam jak w piekarniku. W lipcu codziennie mieliśmy temperaturę powyżej 30 ºC, dodatkowo rzadko kiedy czuć powiew wiatru. Nie jest to dobra pogoda na zwiedzanie, osobiście uwielbiam gorąc, ale przy tej temperaturze i braku wiatru nawet ja wymiękałam.

6. Jedne z najbardziej znanych atrakcji:

✔ Stare miasto Kerkira,

✔ miasto Paleokastritsa,

✔ Meteory (Grecja kontynentalna) – całodniowa wycieczka zorganizowana przez biuro podróży: około 100€/os

✔ wycieczka do Albanii (Sarande, Butrint, Blue Eye) –  całodniowa wycieczka zorganizowana przez lokalne biuro: około 35€/os (Nie trzeba paszportu!)

✔ Kanał miłości w Siadari (północ wyspy) – my wybraliśmy drogę wzdłuż wybrzeża skuterem,

✔ Kanoni (miejsce lądujących i startujących nad głową samolotów!) – dotarcie od Kerkiry, albo piechotą albo specjalnym busem,

✔ Pałac Achillion,

✔ Wyspy Paxos i Antipaxos (rejs)  – całodniowa wycieczka zorganizowana przez biuro podróży: około 40€/os,

✔ Rejs motorówką wzdłuż wybrzeża – koszt 3h rejsu z wykorzystanym paliwem, około 120€, przy wypożyczeniu dostajesz mapę z granicami, do których możesz pływać, warto wynająć motorówkę, ponieważ wiele pięknych plaż jest trudno dostępnych od strony lądu.

7. Ruch drogowy: Prawostronny, honorowane polskie prawo jazdy. Jeżeli zdecydujecie się na wynajem samochodu, warto wiedzieć, że drogi są bardzo kręte oraz wąskie. Przyjęta jest tam zasada sygnalizacji klaksonem przed zakrętem (z racji braku widoczności). Dodatkowo grecy jeżdżą bardzo brawurowo. Przykładowe ceny za wynajem pojazdu za dzień: rower – 5€, skuter 50cc -15€, skuter 100cc-20€, quad – sezon wysoki 30€, sezon niski 20€, samochód-30€, do pojazdów należy również doliczyć cenę paliwa-oddajemy pojazd z pełnym bakiem)

8. Sieć busów i autobusów: Dobrze rozwinięta, z każdej mniejszej miejscowości możemy dojechać do większego miasta. Warto jednak doinformować się, o której godzinie odjeżdża ostatni autobus powrotny, jako przykład ostatnie połączenie Kerkira-Liapades było o 16. W autobusie biletu nie sprzedaje kierowca, tylko specjalnie zatrudniona osoba, krążąca po nim z nerką na przechowywane pieniądze. Dodatkowo w trakcie drogi wykrzykiwane są nazwy miejscowości/kurortów, aby turyści nie przegapili swojego przystanku. Osobiście jako środek komunikacji na Korfu polecam bardziej skuter, daje to większą elastyczność w zakresie wyboru kierunki oraz godzin zwiedzania.

9. Kanalizacja: Na Korfu jest zalecone, aby nie wrzucać papieru toaletowego do muszli klozetowej, jedynie do kosza na śmieci. Jest to spowodowane wąskimi rurami – bardzo łatwo tam o zapchanie ich i wybicie szamba. Z reguły w hotelach obsługa działa bardzo sprawnie, w naszym sprzątany był pokój co drugi dzień.

10. Jedzenie i picie: Królującym mięsem na greckich stołach jest baranina, dlatego nie zdziwcie się, że zamówione spaghetti smakuje nieco inaczej. Osobiście nie przepadam za baraniną, natomiast uważam, że nie ma nic lepszego od świeżego pieczywa z grecką oliwą! Dodatkowo charakterystycznymi elementami greckiej kultury są oliwki oraz ser feta. Greckie słynne alkohole to raki (odpowiednik polskiej wódki w smaku) oraz ouzo (alkohol o smaku anyżu).

Przelot na Korfu

Nasz hotel wybraliśmy dużo wcześniej przed zakupem wycieczki, czekaliśmy tylko na okazję last minute w ofercie Grecos. Ostatecznie udało nam się złapać ofertę za 1700 zł/os. Wycieczkę kupiliśmy 27.06, natomiast wylot mieliśmy 30.06 z Warszawy. Z racji porannego wylotu mieliśmy problem ze zorganizowaniem przejazdu z Lublina do Warszawy, tak aby zdążyć na samolot. W związku z tym wybraliśmy przejazd w godzinach wieczornych poprzedniego dnia, w gratisie z koczowaniem przez kilka godzin na lotnisku. W razie gdybyście kiedyś planowali nocny posiłek w McDonald’s na Okęciu przy okazji czekania na samolot, to jest on otwarty 4-23.30. Dodatkowo warto dodać, że menu tej restauracji różni się od innych w kraju. Ceny są nieco wyższe, oraz nie ma możliwości nabycia dań w formule 2forU.

Hotel Blue Princess Beach

Kiedy już dotarliśmy do hotelu, musieliśmy czekać około 30 minut na transport do naszego bungalowu. Z racji, że ośrodek jest bardzo rozległy, a większość jego zabudowań znajduje się na dość stromym wzniesieniu, turystów rozwozi samochód. Osobiście nie wyobrażam sobie wędrówki z moją walizką, tymi stromymi uliczkami.

Blue Princess Beach znajduje się w bardzo malowniczej zatoce, niedaleko Paleokastritsy, w miejscowości Liapades.  O ile miejsce jest piękne, o tyle uważam. że jest złą bazą wypadową. Na Krecie, w miejscowości Kavros mieliśmy mnóstwo sklepów, barów oraz organizatorów lokalnych wycieczek. Dzięki temu, że konkurencja była duża, ceny były mniejsze oraz łatwiej było wynegocjować lepsze warunki. Miejscowość Liapades jest mała, znajduje się tam mało sklepów, wypożyczalni, a organizatora wycieczek znaleźliśmy tylko jednego, z którego oferty skorzystaliśmy. Abstrahując już od cen, zawsze warto mieć wybór, niż go nie mieć wcale. Podsumowując, jest to doskonałe miejsce na urlop lub romantyczny wypad, jednak dla tak aktywnych osób jak my (lubiących zwiedzić każdy zakamarek wyspy), nie było to najlepsze miejsce do organizacji wycieczek. Nawet zwiedzając główne miasto – Kerkyre, mieliśmy limit czasowy, ponieważ ostatni autobus powrotny odjeżdżał o 16.

Ważne informacje dotyczące hotelu

Większość ważnych informacji dotyczących hotelu znajdziecie na zdjęciu poniżej, jednak jest parę rzeczy, o których myślę, że również warto wspomnieć. Linia brzegowa plaży hotelowej jest od dwóch stron odgrodzona od reszty lądu wysokimi kamieniami. Nie ma możliwości przejścia wzdłuż wybrzeża nad samym morzem, aby dotrzeć do Paleokastritsy. Dodatkowo, jeżeli liczycie na piękny widok zachodzącego nad wodą słońca, rozczaruję Was-zobaczycie jedynie łunę na niebie.

Hotelowe jedzenie

Tak jak na Krecie, większość mięs była dla mnie nie do przełknięcia. Urok dużej ilości baraniny na greckim stole, która smakuje specyficznie. Dodatkowo mam wrażenie, że grecy używają małej ilości przypraw, przez co jedzenie jest bardzo mdłe. Podobało mi się, że był duży wybór dań. Każdy mógł znaleźć coś dla siebie (nawet nie jedząc mięsa). Dodatkowo tym razem, przy każdym posiłku było dużo fety i oliwek, czego bardzo brakowało mi w kreteńskim Kavrosie. Jak zwykle jadłam głównie ryżowe papki, z warzywami i fetą.

Szeryf czuwa

Już pierwszego dnia mieliśmy przyjemność poznać samozwańczego szeryfa hotelowej restauracji. Kiedy zmęczeni udaliśmy się na posiłek, ruszyłam w stronę pierwszego wolnego stolika. Jak tylko dotknęłam krzesła, niski, krępy mężczyzna, ubrany w białą koszulę i czarne spodnie, zaczął na mnie krzyczeć. Nadmuchał się jak jigglypuff, a przy tym jeszcze podskakiwał wymachując rękami. Mimo komizmu tej sytuacji, zdołałam zrozumieć, że po angielsku krzyczy, iż mamy siąść przy stoliku dwu osobowym, a nie przy sześciu. Tu akurat przyznaje punkt szeryfowi, miał jak najbardziej rację, zapomnieliśmy, że jesteśmy w sezonie, i jest dużo ludzi. Fakt faktem, mógł jednak zwrócić nam uwagę w przyjaźniejszy sposób, bez krzyków i agresywnego tonu.

Już wtedy zrozumiałam kto rządzi w hotelowej restauracji.  Mimo, że był niski, to ciągle go słyszałam jak krzyczy na kelnerów. Wydaje mi się że jest to akurat charakterystyczna cecha dla większości osób, które nie grzeszą wzrostem. Nawet wśród moich znajomych często ktoś nadrabia głosem (mi też się zdarza).

Koci przyjaciel

Restauracja hotelowa miała otwierane szklane drzwi, które gęsto występowały na całej ścianie z widokiem na zatokę. Już pierwszego dnia, po sytuacji z szeryfem, i zmianie stolika na mniejszy, który był obok takich drzwi, rzucił nam się w oczy grzecznie siedzący na progu kotek. Wyglądało to tak, jakby kulturalnie czekał na swoją porcję. Przez cały posiłek staraliśmy się go dokarmiać wszelkiego rodzaju mięsem. Czekaliśmy tylko, aż szeryf wyjdzie na kuchnie, lub będzie odwrócony tyłem. Na przemian dawaliśmy sobie znaki, i pilnowaliśmy, aby drugie z nas mogło bezkarnie podłożyć jedzenie.Mimowolnie stało się to naszą dzienną rutyną, że siadaliśmy przy tym stoliku, a kumpel na nas cierpliwie czekał, aż go dokarmimy.

Niestety po 4 dniach w jakiś sposób szeryf gapnął się, i któregoś ranka zastaliśmy wszystkie drzwi pozamykane. To był ten moment, kiedy zaczęliśmy wynosić jedzenie z restauracyjnego wiktu, w serwetkach! Nie tylko dla naszego kumpla, ale też innych napotkanych kotów. Prawda jest taka, że mimo posiadanego All Inclusive, rzadko kiedy jedliśmy nasze posiłki, ponieważ przeważnie cały dzień byliśmy poza hotelem. Dlatego stwierdziliśmy, że postępujemy uczciwie częstując tym jedzeniem, głodnych futerkowych przyjaciół. Trochę mnie śmieszy fakt, że pewnie większość ludzi, którzy mieli okazję zobaczyć nas ładujących jedzenie do serwetek, pomyśleli że chowamy sobie jedzenie na później. Szczerze mówiąc nie bardzo nas obchodziła opinia ludzi, którzy nie widzą nic więcej poza sobą i swoimi potrzebami. To, że ktoś udaje, że nie widzi biedy i krzywdy, nie znaczy że ona nie istnieje. Istnieje i ma się dobrze. Ten kto miał okazję zwiedzać greckie wyspy, na pewno zdaję sobie sprawę z ilości bezpańskich i zaniedbanych zwierząt. Dlatego warto czasem się zastanowić, co jest ważniejsze, czy czyjaś opinia czy życie stworzenia. A widok kociaków wcinających jedzenie rekompensował wszystko.

Okolica hotelu

Tego samego dnia udaliśmy się na pieszą wycieczkę po okolicy. Ruszyliśmy drogą asfaltową prowadzącą w górę, od hotelu do centrum miejscowości. Po drodze odkryliśmy co najmniej dwa sklepy spożywcze, dwie wypożyczalnie samochodów i skuterów, miejscowe biuro zajmujące się organizowaniem lokalnych wycieczek, a także przystanek autobusowy, z którego odjeżdżał autobus do Kerkyry. Okolica nie należała do rozrywkowych, szczerze mówiąc idąc tą drogą, trochę czułam się jakbym była na wsi w Polsce. Widoki były przesłonięte przez zabudowania, a droga, jak to droga, równie asfaltowa jak w ojczyźnie.

Opuszczony budynek

Niedaleko hotelu natknęliśmy się na opuszczony zrujnowany budynek. Wygląd wskazywał, że w przeszłości był to prawdopodobnie bar lub dyskoteka. Oczywiście nie bylibyśmy sobą, gdybyśmy tam nie weszli. Tym razem, w przeciwieństwie do naszej kreteńskiej przygody z opuszczonym ośrodkiem (szczegóły tutaj), nie znaleźliśmy konia. Dodatkowo budynek był zamknięty, mogliśmy tylko przechadzać się po jego ogrodzie.

Urlopowi sąsiedzi

Do samochodu wiozącego nas pod drzwi bungalowu zapakowaliśmy się wraz z inną polską parą. Umówmy się, wyglądali niewinnie. Ona skromna, niewymalowana, sukienka długa, nieprowokująca, on z lekkim brzuszkiem i w kapelusiku. Posądziłabym ich prędzej o zbyt częste chodzenie do kościoła, niż do klubów. Czemu mówię na temat tego jakie pozory stwarzali? O tym za chwilę. Para ta, nie była zbyt chętna do interakcji, dlatego większość drogi pokonaliśmy w ciszy (oczywiście szanuję to, każdy ma prawo do odpoczynku i nie koniecznie musi chcieć rozmawiać). Jednak w pewnym momencie Czarek wypalił do mnie uwagę na temat stromych podejść do naszego bungalowu,  z restauracji. Niezbyt pamiętam kontekst, ale znając jego złośliwość zapewne była to uwaga w stylu, że jak sobie podjem to nie wrócę, bo będę się toczyć jak kulka z powrotem, za każdym podejściem. Kobieta, jakby ignorując zupełnie fakt, że w samochodzie jest również inna niewiasta, nie wiedząc czemu uznała, że to ona jest celem żartów mojego chłopaka (przecież nie gadałby do swojej dziewczyny, na pewno by gadał z nią! 😮 ). Odpowiedziała, że najwyżej trzeba będzie ją wnieść. I w tym momencie nastała już cisza aż do drzwi bungalowu.😂

Na miejscu okazało się, że nasz bungalow, który wyobrażaliśmy sobie jako oddzielny domek, był niczym innym jak jednym z 6 sąsiadującymi ze sobą pokojami w mniejszym budynku. Stanęło na tym, że jednak będziemy mieć sąsiadów, na których braku nam zależało. Nasza awersja do towarzystwa za ścianą, miała związek z chrapiącym  rosjaninem na Krecie (szczegóły sytuacji tutaj). Stwierdziliśmy jednak, że nie ma sensu przejmować się pierdołami, w końcu ciężko drugi raz źle trafić na sąsiadów. Wtedy jeszcze nie zdawaliśmy sobie sprawy jak bardzo byliśmy w błędzie….

Dlaczego nie polubiliśmy naszych sąsiadów?

Wszystko zaczęło się już w trakcie rozpakowywania walizek. Minęło raptem 30 minut od naszego wejścia, kiedy usłyszałam dziwne odgłosy, które wzbudziły moje podejrzenie, że za ścianą odgrywają się niezłe amory. Oczywiście nie omieszkałam o tym powiadomić Cezarego, który stwierdził, że mam omamy, bo on nic nie słyszał. Po 15 minutach już nie mógł mieć wątpliwości że coś słyszy. Zaczęło się od skromnych jęków, zarówno damskich jak i męskich, potem doszły odgłosy stukania łóżka, a następnie dołączyły krzyki w stylu “wezwij pogotowie!”, “jak Ty mnie podniecasz!”. Miałam wrażenie, że jestem świadkiem kręcenia słabego pornola w klimacie lat 80. Na początku śmialiśmy się z tego. Ewidentnie zależało im na tym, aby być słyszanym. O ile sporadyczna taka sytuacja nie jest niczym złym, w końcu jesteśmy dorośli i byliśmy na urlopie, o tyle zmieniliśmy podejście, jak się okazało że słyszymy to co najmniej 4-5 razy dziennie.🙄

Nie chcę wyjść tutaj na nudziarę, ale mimo tego, że uchodzę raczej za szaloną osobę, uważam że istnieją granice ludzkiego smaku. Zmuszanie wszystkich, aby mimowolnie byli świadkami zbliżenia 5 razy dziennie, uważam za przekroczenie tych granic w każdy możliwy sposób. Mimo, że jestem w stanie zrozumieć, że ludzie na urlopie szukają prywatności i rozluźnienia, to jednak w głowie mi się nie mieści tego typu egoizm. W końcu był środek sezonu, a w kondygnacji znajdowała się co najmniej 5 małych dzieci!

Kiedy powiesz sobie dość…

W pewnym momencie naszego urlopu, kiedy wraz z innymi sąsiadami słuchałam kolejny raz odgłosów zbliżenia neandertalczyków, zaczęłam mieć dość całej sytuacji. Mimo, że nie było nas prawie cały dzień w hotelu, bo tylko spaliśmy tam i przychodziliśmy się przebrać, to po powrocie zawsze słyszeliśmy te same odgłosy. Nie wiem co działo się podczas naszych nieobecności, ale dziwi mnie jak reszta sąsiadów wytrzymywała. W końcu wpadłam na pomysł, aby odkrzykiwać tej dziewczynie na wykrzykiwane teksty, stwierdziłam że może być to dobry sposób, aby zawstydzić kłopotliwe sąsiedztwo. Cezary mnie jednak powstrzymał, uważał że nie ma sensu chamstwem odpowiadać na chamstwo. Po 10 minutach amorów, jedna z sąsiadek wpadła na ten sam pomysł, i zaczęła przedrzeźniać kobietę. Byliśmy pewni, że to zawstydzi parę do tego stopnia, że przestaną. Przestali, ale tylko na kilka godzin…

Pozory są często ważniejsze niż fakty

Nawiązując do pozorów jakie stwarzali nasi sąsiedzi, przy okazji odkrzykiwania jednej z sąsiadek zaczęłam zdawać sobie sprawę z naszego kiepskiego usytuowania. Nasze zakwaterowanie znajdowało się po środku wszystkich sąsiadów, natomiast nasze kłopotliwe sąsiedztwo było nadludzko głośno, przez co tak naprawdę większość sąsiadów myślała prawdopodobnie, że wszystko dzieje się za ich ścianą (czyli u nas). Dodatkowo zrozumiałam, że widząc tą parę, która wyglądała bardzo grzecznie, żaden z sąsiadów nie pomyśli, że to oni są zdolni do takich rzeczy. Natomiast widząc dla kontrastu nas – ludzi z tatuażami, zrozumiałam, że istnieją duże szanse, że wszystkie te akcje są przypisywane naszym skromnym osobom. Przyznaje, że od tego momentu zaczęłam się wręcz wściekać na tą sytuację. Wiadomo, że przecież nie zacznę podchodzić do ludzi i tłumaczyć, że to nie my jesteśmy sprawcami całego zamieszania. Jedyne co mnie pocieszało, to to, ze całe dnie byliśmy poza hotelem. W związku z tym cieszyłam się, że ludzie nie będą nas widzieć, ani nie będą widzieć zapalonego światła, to może wtedy wpadną na to, kto tak naprawdę odpowiada za te amory. Oczywiście byłam w błędzie.

Skoro posprzątałam to zapale światło

Już pierwszego dnia, po całodniowym pobycie poza hotelem, wracając do swojego bungalowu, z daleka zobaczyliśmy zapalone światło. Przyznaję, że nieco nas to zaniepokoiło. Wyjeżdżając o 5 rano, byliśmy pewni że nie zostawiliśmy zapalonego światła. Po wejściu okazało się, że pokój jest czysty. Pokój wyglądał na posprzątany, stąd wiedzieliśmy że to prawdopodobnie sprzątaczka zostawiła zapalone światło. W jakim celu? Nie mam pojęcia. Wiem tylko, że dzięki temu ludzie jeszcze bardziej mogli nas posądzać o te ekscesy, skoro myśleli że nie wychodzimy w ogóle z pokoju.

Hotel miał politykę sprzątania co drugi dzień. Najbardziej zaniepokoiła nas sytuacja, jaka miała miejsce po powrocie wieczornym z Albanii. Standardowo zobaczyliśmy w pokoju zapalone światło. Tym razem naprawdę nas to zaniepokoiło, zważywszy na fakt, że sprzątaczka była dzień wcześniej. Kiedy próbowaliśmy wejść do pokoju, okazało się ze kluczyk najzwyczajniej nie chce wejść do zamka. Wyglądało to tak, jakby ktoś kombinował przy zamku i powykrzywiał go, próbując otworzyć. W związku z tym, że przez 10 minut nasze próby otwarcia drzwi spełzły na niczym, zeszliśmy do recepcji (zważywszy na nachylenie i odległość bardziej pasuje tu określenie dopełzliśmy), w celu zgłoszenia problemów z otwarciem drzwi. Wraz z nami do bungalowu udał się pracownik, który również nie mógł otworzyć swoim kluczem, co utwierdziło nas w przekonaniu, że nasz klucz był w porządku, a najwidoczniej ktoś majstrował przy zamku, tak jak podejrzewaliśmy. Pan użył jakiegoś spraya, dzięki któremu finalnie udało się dostać do środka. Po wejściu okazało się, że pokój wygląda tak samo jak przy wyjściu. Pod stopami chrzęścił piasek, wszystko było porozwalane. Jednym słowem był burdel. Na pewno w ciągu ostatniej doby miejsce to nie miało nic wspólnego ze sprzątaniem.

Dodatkowo w tej całej sytuacji i zamieszaniu, i hałasie który robiliśmy przy próbach otwarcia drzwi i rozmowie z dozorcą, nasze gwiazdy zza ściany znowu zaczęły głośno kopulować. Najwyraźniej nic nie było w stanie ich rozproszyć. Przyznam Wam jednak, że cała sytuacja mocno nas przestraszyła. Ponieważ filmujemy nasze wypady i wozimy ze sobą profesjonalny sprzęt, który umówmy się, nie kosztuje mało. Zajmuje on natomiast tyle miejsca, że w sejfie by się niestety nie zmieścił, zdarzało nam się czasem zostawić go w pokoju (ciężko iść z całym tym sprzętem na basen). Jednak od tego momentu, całkowicie zrezygnowaliśmy z zostawiania sprzętu w pokoju. Hotel tłumaczył się, że niby do naszego pokoju wchodził majster, który sprawdzał telewizor, ponieważ zgłosiliśmy, że programy kompletnie nie działają. Jednak wtyczka od telewizora zarówno wcześniej, jak i po naszym powrocie była cały czas odłączona, a na pytanie co zrobił majster, skoro telewizor dalej nie działa, hotel sam sobie zaprzeczał odpowiadając, że hotel jest w takim położeniu, że często nie łapie fal odbiornika. Tylko, że w związku z tym po co mieliby wysyłać majstra, skoro od początku zdawali sobie sprawę czemu telewizor nie odbiera? Na to pytanie recepcjonista nie potrafił jednak odpowiedzieć. Na szczęście wszystkie wartościowe rzeczy mieliśmy ze sobą, ale była to dobra nauczka na przyszłość, aby nic w pokoju nie zostawiać.

Korfu, czy warto?

Zastanawiacie się, czy warto spędzić urlop na Korfu? Oczywiście, że warto! Mimo naszych drobnych przygód, to wróciliśmy z urlopu zachwyceni pięknem tej wyspy! Hotel Blue Princess Beach był usytuowany w pięknej i malowniczej części. Jedyne czego żałujemy, to tego że nie udało nam się zwiedzić wszystkiego. Spowodowane było to głównie tym, że 2 dni poświeciliśmy na wycieczki poza wyspę (greckie Meteory oraz Albanię). Myślę, że 7 dni to jednak mało czasu, aby zwiedzić każdy zakamarek.

 

Filmik podsumowujący nasz urlop na Korfu:

Udostępnij

Skomentuj wpis

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *