21 / 05 / 19

Samaria – człowiek kontra natura

Udostępnij

O czym warto wiedzieć przed wejściem do wąwozu?

  • Samo wejście do wąwozu to koszt 5 € za osobę (zorganizowana wycieczka u miejscowych kosztuje około 35 €/os).
  • Wąwóz Samaria jest niedostępny dla turystów do zwiedzania w okresie listopad-maj, w tym czasie trasą płyną wartkie potoki.
  • Cała trasa to odcinek 16 km, z czego 13 km  biegnie wąwozem, a 3 km to dojście do promu.
  • Przejście wąwozu zajmuje 4-7h, zależnie od tempa.
  • Na trasie co jakieś 1,5 km dostępne są źródełka  z wodą oraz bezpłatne toalety.
  • W razie poważnej kontuzji, grecy oferują odpłatne zwiezienie z trasy z pomocą muła.
  • Ostatni prom z Agia Roumeli odpływa o 17,30, i jest to jedyny sposób aby wrócić (podróż promem trwa około 1,5h).
  • Lepiej zabierz buty trekkingowe na wyprawę. W zwykłych adidasach nogi ślizgają się na kamieniach i łatwo skręcić kostkę.
  • Koniecznie weź nakrycie głowy! Przez dłuższy czas będziesz narażony na nadmierną ekspozycję słoneczną, łatwo dostać udaru.
  • Weź ze sobą jakieś jedzenie. Dopiero po dotarciu do Agia Roumeli zjedliśmy w miejscowej restauracji w towarzystwie wielu latających pszczół.
  • Weź dużo wody! Mimo tego, że na postojach jest możliwość dolania wody z kranów, to spacer w upale sprzyja pragnieniu, nigdy nie wiesz ile wody Ci się przyda.

Kiedy byliśmy w Chanii, kapitan łodzi rybackiej, którą turystycznie płynęliśmy, ostrzegał nas, że do Samarii najlepiej jest iść już na koniec pobytu na Krecie. Jako osoby, które są oswojone jako tako z aktywnością fizyczną, przyznam że nieco olaliśmy temat. Prawda jest taka, że całkowicie nie przygotowaliśmy się pod względem sprzętowym na tę wyprawę. Przynajmniej ja na pewno. Jedyne buty, które były w moim posiadaniu i były w miarę przyzwoite, były to Adidasy. Oczywiście w trakcie wędrówki wielokrotnie żałowałam, że nie wzięłam ze sobą butów trekkingowych. Po prostu przed wylotem nie byliśmy pewni czy Samaria na pewno wypali, a jednak buty trekkingowe trochę ważyły.

Przejazd do Samarii

Do wejścia do wąwozu Samaria można dotrzeć na różne sposoby, zarówno wynajętym samochodem, jak i turystycznym autobusem. My wybraliśmy bezpieczniejszą i wygodniejszą opcję, wykupiliśmy zorganizowaną wycieczkę u miejscowych. Myślę, że świadomość bycia zapisanym na czyjejś liście, daje pewien komfort psychiczny. W cenę takiej wycieczki wliczone jest: przejazd autokarem do wąwozu, opieka angielskojęzycznego przewodnika, prom z Agia Roumeli do Chora Sfakion, podróż z Chora Sfakion autokarem do hotelu.

Przebieg trasy

Początkowy odcinek, wynoszący około 6 km biegnie ostro w dół od 1250 m n.p.m aż do 600 m n.p.m. Jest to jednak bardzo łatwa trasa, idzie się głównie po nieregularnych drewnianych lub kamiennych stopniach, o wysokości maksymalnej do kolana. Główne niebezpieczeństwo jakie grozi na tym szlaku, są to wytarte kamienie, na których nietrudno się poślizgnąć. Upierdliwym elementem tego odcinka jest to, że miejscami nie ma możliwości wyminięcia innych osób na trasie, o ile specjalnie nie zatrzymają się i nie przepuszczą. Przy dużej ilości ludzi, może być to bardzo uciążliwe. My przez cały odcinek mieliśmy wielokrotnie takie sytuacje. Często musieliśmy iść za kimś, kto nie chciał nas przepuścić, przez co dostosowywaliśmy tempo do tej osoby, zamiast iść swoim. Z tego powodu początkowy odcinek najbardziej mnie męczył. Dodatkowo przy zejściu w dół bardzo obciążane są kolana, a od dłuższego czasu cierpię na nawracający ból lewego kolana przy przeciążeniu go.

Na terytorium wąwozu, na każdym kroku możemy spotkać tabliczki ostrzegające o osuwających się kamieniach. W wielu miejscach ściany wąwozu są bardzo strome, często też przejścia są bardzo wąskie, dlatego warto zachować ostrożność i spojrzeć czasem w górę.

Zaraz po rozpoczęciu wędrówki, niewiele poniżej wejścia znajduje się punkt widokowy, z którego rozpościera się piękny widok na Góry Białe. Na pierwszym odcinku trasy są tylko nieliczne prześwity między drzewami, trasa biegnie przeważnie wśród gęstych drzew, przez co czasem zapomina się, że znajdujemy się w bliskim sąsiedztwie Gór Białych.

Około 8 kilometra moje lewe kolano zaczęło odmawiać mi posłuszeństwa. Przy każdym kroku czułam ostry ból, sprawił on, że starałam się podpierać bardziej na prawej nodze. Zaczęłam zastanawiać się, czy uda mi się doczołgać do końca wąwozu. Kuśtykając, pokonywałam dalszą część trasy.

WIOSKA SAMARIA

Mniej więcej w połowie szlaku znajduje się główny przystanek trasy, wioska Samaria, która została wysiedlona podczas tworzenia na tym terenie Parku Narodowego, blisko 60 lat temu. Przejście do wioski możliwe jest po kamiennym moście. Możemy tam zobaczyć dawne domostwa, wzniesione z naturalnego kamienia. Obecnie w domach, zatrzymują się strażnicy Parku, oraz prowadzący badania na tym terenie naukowcy. Dodatkowo znajduje się punkt medyczny, w razie gdyby któryś z turystów potrzebował pomocy medycznej.

KOZA KRI-KRI

W wiosce często można spotkać kreteńską kozę kri-kri. Koza kri-kri jest podgatunkiem kozy bezoarowej, który najlepiej czuje się w terenach górzystych. Jej szczególną cechą jest umiejętność chodzenia, niemal po pionowych ścianach. My mieliśmy szczęście, że natknęliśmy się na małe stadko tych kóz w wiosce.

ŻELAZNE WROTA

Po wyjściu z wioski, około 11 kilometra trasy, znajdują się Żelazne Wrota. Jest to wąskie przejście, które ma zaledwie 3 m szerokości. Na pierwszy rzut oka z daleka, wydaje się wręcz, że ściany wąwozu zbiegają się, uniemożliwiając dalszą wędrówkę. Jest to na szczęście jedynie złudzenie optyczne. Podłoże na tym odcinku usiane jest kamieniami o różnych kształtach, tym razem nie schodzimy już w dół, idziemy cały czas po płaskim terenie, dnem wąwozu.

W pewnym momencie na jednym z kamieni, zobaczyliśmy wysuszoną nogę kozy. Był to dość przerażający widok. Automatycznie przypomniały mi się sceny z filmów, na których można było zobaczyć odludne pustynie pokryte szkieletami zwierząt.

W pewnym momencie lewe kolano bolało mnie tak bardzo, że nie byłam w stanie opierać się na lewej nodze bez grymasu bólu. Próbowałam pomóc sobie poprzez usztywnienie kolana bandażem elastycznym, niewiele mi to pomogło, ale dawało chociaż komfort psychiczny, że kolano jest w jakiś sposób zabezpieczone. Mimo cierpienia, mój wewnętrzny triumfator działał na mnie na tyle motywująco, że parłam do przodu jak “koń z klapkami na oczach”. W głowie miałam tylko metę, już nawet nie rozglądałam się na boki, i nie podziwiałam piękna Samarii, ponieważ walczyłam z samą sobą, aby doczołgać się do końca.

Nie jestem z osób, które lubią się poddawać, a już na pewno nie w głowie było mi męczenie tych biednych mułów, i robienie cyrku. Teraz, z perspektywy czasu jestem dumna z tego, że mimo trudności udało mi się pokonać cały wąwóz. Mało tego, zrobiliśmy to w tak krótkim czasie, jakiego nie powstydziłaby się niejedna w pełni sprawna osoba! Pokonanie trasy zajęło nam około 4,5 h, u kresu czekała na nas plaża w zatoce. Jak tylko dotarliśmy do końca, od razu zamówiliśmy obiad w nadmorskim barze, duża porcja gyrosu kosztowała nas około 10€ za osobę. O ile widok na zatokę był piękny, o tyle obiad tam, to było igranie ze śmiercią. Jedliśmy w towarzystwie latającego na około stada pszczół, które atakowały zawzięcie posiłek z każdej możliwej strony.

Najpiękniejsze w tym wszystkim jest to, że na koniec dociera się do pięknej piaszczysto-żwirowej plaży, na której ludzie wylegują się w słońcu i opalają, jak gdyby nigdy nic. To tak jakbyś nagle wyszedł z Narni, i pojawił się w zupełnie innym świecie. Wcześniej istniejesz tylko Ty i Twoje słabości, a ostatecznie czeka Cię nagroda za pokonanie trudności. Czarek nastawił się na opalające się topless kobietki, a ostatecznie trafiliśmy jedynie na opalającego się “au naturel” starszego Niemca (ładną miał tą opaleniznę :P). Jako że mieliśmy ponad 2 godziny do promu, wykorzystaliśmy ten czas na relaks, kąpiele w morzu i opalanie.

RUINY ZAMKU

Nad plażą królują ruiny twierdzy tureckiej. Chętni dysponujący wystarczającymi pokładami siły, mogą wspiąć się do tych ruin. Z góry rozciąga się piękna panorama na wioskę Agia Roumeli. My wybraliśmy drugą opcję, podziwianie twierdzy z dołu.

POWRÓT

Transport promem trwa około 1 h 15 min. Z góry uczulam, że przydadzą się jakieś ciepłe ubrania w drodze powrotnej, od morza wieje zimny wiatr w czasie rejsu. Na szczęście mieliśmy ręcznik plażowy, który wykorzystałam jako przykrycie. Dodatkowo na promie jest możliwość zakupu napoi i przekąsek. Uwierzcie mi, że po takim dniu regionalne piwo greckie “Mythos” smakuje niesamowicie!

Z promu możemy podziwiać wiele pięknych nadmorskich zabudowań. Niektóre z miast, są całkowicie odcięte drogą lądową od reszty wyspy! W takich przypadkach, prom jest dla mieszkańców jedyną opcją komunikacji z resztą wyspy.

Kiedy prom już zacumuje w Chora Sfakion, pozostaje ostatni etap wyprawy, udanie się na parking, aby wsiąść do autokaru odwożącego turystów do hoteli. Myślę, że jest to główny plus wycieczki zorganizowanej. Kiedy jesteś już zmęczony po całym dniu, nie musisz się martwić tym, w jaki sposób wrócisz, ponieważ zostaniesz “podrzucony” pod same drzwi hotelu.

PO POWROCIE

Po powrocie i kolejnego dnia, mięśnie tak bardzo nas bolały, że wchodziliśmy po schodach tyłem. Moje kolano natomiast, bolało mnie jeszcze kilka dni. Przy każdym kroku czułam, jakby nie było w pełni stabilne i jakby staw “chwiał się”. Jednak gdyby ktoś mnie zapytał czy było warto, powiedziałabym że było! Nie tylko dla pięknych widoków, ale także dla samego siebie. Nic tak człowieka nie napędza jak pokonywanie trudności.

Filmik podsumowujący nasz urlop na Krecie: 

Udostępnij

Skomentuj wpis

4 thoughts on “Samaria – człowiek kontra natura

  1. Rzeczowy poradnik i w dodatku o czymś, o czym nie miałem pojęcia. Chciałbym częściej trafiać na takie wpisy, gdy szukam konkretnych informacji.
    ps. chciałbym podjechać kawałek na mule, ale bez poważnej kontuzji 😀

    1. Dziękuję! Wiem co masz na myśli, sama szukałam takich informacji przed naszą wycieczką. Niestety pełno jest zwierzeń a mało konkretów. Mi strasznie szkoda zawsze zwierzątek, dlatego nie miałabym sumienia 🙂

  2. Przez wawoz Samaria wiedzie jeden z najpopularniejszych szlakow turystycznych na Krecie. Rozpoczyna sie on na poludniowym krancu rowniny Omalos, w miejscu zwanym Ksiloskalo (1227 m n.p.m.), ktorego nazwe tlumaczy sie najczesciej jako “drewniane schody”. Z Ksikoskalo stromymi schodami (waska sciezka umacniana drewnianymi belkami) schodzi sie do poziomu ok. 600 m n.p.m. Po drodze punktem postojowym jest straznica sw. Mikolaja (Ajos Nikolaos). Dosc szeroki w tym miejscu szlak turystyczny wiedzie dalej skrajem koryta rzeki Taras do opuszczonej juz wioski Samaria, gdzie znajduje sie cerkiew, w ktorej zachowaly sie wspaniale XIV-wieczne freski. To wlasnie od kosciola Osia Maria (Blogoslawionej Marii), zbudowanego tu za czasow panowania Wenecjan, a pozniej przejetego przez prawoslawnych, pochodzi nazwa wioski i wawozu. Dawniej znajdowala sie tu cudowna ikona, jednak zostala ona przeniesiona do jednego z klasztorow na polwyspie Atos. Ponizej Samarii szlak przecina koryto gorskiego strumienia (ze wzgledu na zdarzajace sie tu gwaltowne przybory wody, wycieczki tym szlakiem moga byc niebezpieczne, wiec nalezy sie bezwzglednie stosowac do zalecen strazy Parku Narodowego). Wysokie na kilkaset metrow sciany zblizaja sie do siebie coraz bardziej, az do szerokosci 3,5 m w miejscu zwanym

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *